I m gonna take my time... I have all the time in the world... DM, It s no good
Blog > Komentarze do wpisu
WYPRACOWANIE - C.D.

„Piąte – nie zabijaj. Piąte – nie zabijaj...” – mamroczę pod nosem sam do siebie. Przyszła. Siada. Obrażona oczywiście i wlepia się wyczekująco w sufit. Czuje się bezpiecznie, bo wie, że Rodzicielka w razie czego zrobi wszystko, żeby nie dopuścić do afery w imię dobrych stosunków z jej mamą. A ja mam w nosie stosunki. Pozbawiam Justysię złudzeń informując Rodzicielkę, że ja napiszę z Justysią wypracowanie i... zamykając drzwi. Podchodzę do Justysi, przysiadam na biurku, nachylam się do niej i cedzę: „Słuchaj, możesz stąd wyjść z takim wypracowaniem, że przynajmniej przez dwa tygodnie będziesz miała spokój od polonistki, ale możesz też stąd wyjść bez wypracowania i gwarantuję ci, że moja Rodzicielka ci tego nie napisze. Sam się o to postaram, choćbym miał roznieść ten dom w pył. Będziesz miała albo dobre, napisane przez siebie, albo żadne. A czasu mam dużo i informuję cię, że ty też masz go więcej, niż myślałaś, że masz. Wybieraj. Albo dobre wypracowanie, albo lacz.”. Justysia lacza dostać nie chce, bo właśnie zmieniła szkołę na „lepszą” i już zaczyna tam się czuć nieswojo, bo ani gadać ani pisać nie potrafi. Nie czekając na jej odpowiedź pytam:

            - Wiesz, kto to jest bohater romantyczny?

Cisza. Cielak wlepia się we mnie. Skoro nie mówi, że nie wie, to skąd mam wiedzieć?

            - Wiesz, czy nie wiesz? – pytam.

Po dłuższej chwili pada wyczerpująca odpowiedź:

            - Nie-e.

            - No to jak nie wiesz, to mów, że nie wiesz. A jak musisz się zastanowić, to mów, że musisz się zastanowić. Oszczędzimy na czasie. A może wiesz, kto to jest bohater tragiczny?

            - Nie-e.

Tłumaczę, kto to jest bohater tragiczny. Najprościej, jak potrafię wymieniam cechy takiego durnia, jak bohater tragiczny. Ograniczam się do minimum. Mówię, że jest w sytuacji, z której ma minimum dwa wyjścia, ale żadne z nich tak naprawdę nie rozwiązuje sytuacji. Po prostu: jak się nie obróci – zawsze dupa z tyłu.

            - Samobójstwo – wypala Justysia.

            - Jakie samobójstwo?

            - Cechą bohatera tragicznego jest samobójstwo – informuje mnie uprzejmie.

            - Czy Antygona popełniła samobójstwo? – pytam pomijając milczeniem drobiazg, że samobójstwo nie może być „cechą”.

            Cisza.

            - Przerabiałaś „Antygonę”?

            - Ale to już dawno, w gimnazjum – oburza się Justysia.

            - Tak? A ja przerabiałem szesnaście lat temu. I jakoś nie przypominam sobie, żeby popełniła. Raczej została skazana na śmierć głodową przez swojego tatusia, Kreon mu było. Więc mi nie opowiadaj, że przerabiałaś.

            - Ale przerabiałam! – kłóci się.

            - Kto przerabiał? Ty przerabiałaś? Czy twoja polonistka nawijała do ciebie o Antygonie, a ty miałaś to w dupie? Nie czaruj mi, że przerabiałaś. Strata czasu. Jak coś wiesz, to mów, a jak nie wiesz, to się zamknij i nie pyskuj. To, że wszyscy ci tu pozwalają pyskować nie znaczy, że do mnie będziesz. Do mnie nie będziesz pyskować, chyba, ze wybierasz lacza a nie wypracowanie. Wybieraj!

            Cisza.

            - Wybieraj, mówię, żebyśmy mieli jasność: lacz, czy wypracowanie?

            - Wypracowanie – mamrocze.

            - Wypracowanie, myślenie i nie-pyskowanie – poprawiam – jasne?

            - Jasne – przystaje Justysia.

Zaczynam. O walce z wiatrakami. Podoba jej się, że mówię, że Don Kichot to psychol. Ale jak po części o Don Kichocie pytam, dlaczego był psycholem, umie odpowiedzieć i nieśmiało protestuje przed tym, żeby go tak brzydko nazywać. O Robinsonie. Przy Robinsonie rozkręca się trochę i opowiada niezdarnie o kumplu z klasy, który jest odludkiem i wszyscy się z niego nabijają, ale ona myśli, że jemu by pasowało życie na takiej wyspie i ona się z niego nie nabija. Przechodzimy do rozmowy (tak, tak, oto zaczęła się rozmowa) o miłości romantycznej. Ja się zżymam na romantyków podobnie, jak Wokulski, ona jednak protestuje, że to może nie do końca tak, że przecież istnieje... Oto zaczyna się wyłaniać z Justysi jakaś namiastka homo sapiens.

            Zaczynamy pisać. Justysia myśli (długo jej to idzie) nad każdym zdaniem, zanim je napisze, to mówi, o czym chce napisać. Zaczyna być jej niewygodnie, bo nie umie powiedzieć, o czym myśli. Więc pytam po kolei: „Czy masz na myśli, że...?”. Albo mówię: „Spróbuj powiedzieć to inaczej”. Wyciskam każde słowo, wyciągam, podpowiadam. Znęcam się niemożliwie, bo zmuszam do myślenia wszystkimi dostępnymi sposobami: zachętą, drwiną, podchwytliwym pytaniem. Kombinuję. Przenoszę niektóre aspekty powieści do czasów współczesnych, roztrząsam, rozważam, pytam – w tym Justysia znajduje się nawet nieźle. Pobudzam kreatywność pytając, co zrobiłby Wokulski, gdyby miał podłączony Internet, gdyby żył dzisiaj? Jaka byłaby Łęcka? (Odpowiedź: „Jak ta „gupia” Violeta z mojej klasy, co leci tylko na siano”). Cuda – wianki, pranie mózgu.

            Po paru ciężkich godzinach Justysia wygląda jak wypluty cukierek. Wypracowanie napisała. SAMA. Na wszystko, co tam napisała – wpadła sama. W ciężkich bólach, ale wpadła. Byków narobiła jak jasna cholera, więc na koniec – opierdziel za byki.

            - Może ja mam dysortografię? – powiedziała. Tak, to słowo, to ona zna.

            - A nie przyszło ci do głowy, że jesteś po prostu analfabetką? I nie widzisz teraz, po tym wypracowaniu, że wcale nie musisz nią być? To tylko twój wybór.

Justysia nic nie odpowiedziała, pomyślała, pokombinowała...

            - To może ja bym przyszła do ciebie jeszcze w środę? – zaproponowała nieśmiało.

Załamałem się. Ratunku! Ja nie chcę... Ja nie mam siły, żeby tak co rusz...

            - Zadzwoń we wtorek i powiedz, z czym przyjdziesz. Ja ci powiem, co masz przygotować. Jak przygotujesz – przyjdź. Jak nie przygotujesz – twój wybór. Ty wybierasz.

            - OK. – przystała ze smutkiem Justysia – OK...

wtorek, 28 marca 2006, zippo30
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2006/03/28 11:02:13
Może w środę masz jakiś wyjazd, o którym nie pamiętasz co?
-
2006/03/28 11:06:43
Eeeee... W środę? :-) A dlaczego akurat w środę?
V.
-
2006/03/28 11:11:42
A, juz wiem... Przypomniałaś mi, buuuuuuuu!
V.
-
2006/03/28 11:49:04
nie, no, to przecież szczytny cel
uratować Justysię i przerobić ją "na ludzi".Zadatki i motywację - jak widać - ma.
Nie uciekaj Vincencie :-) Powiększy się jej zasób słownictwa to za jakiś czas może będziesz czerpał przyjemność z dyskusji...
-
2006/03/28 11:51:31
przypomniało mi się jak oberwałam w podstawówce od pani z biblioteki za mówienie :"będziemy teraz PRZERABIAĆ lekturę"
Pani, oburzona zapytała: "a co, źle napisana? przerabiać musicie? Omawiać, dziecko, OMAWIAĆ!"
;D
-
2006/03/28 12:14:56
MADIKA - tak, tak, wiem :) Ale staram się mówić do niej tak, żeby nie musiała się zastanawiać nad różnicą między "przerabianiem" a "omawianiem" :)
Vincent.
-
2006/03/28 12:36:22
to ja nie wiem kto biedniejszy - ona czy ty? Ale ciebie bardziej mi żal, tak, tak drogi Vincencie, jak się ma miekkie serce...
-
2006/03/28 12:37:37
a swoją drogę- może zmien "ksywkę' na Pigmalion ;)
-
2006/03/28 12:55:53
Nigdy w świecie! Żaden Pigmalion. Dosyć tego dobrego. Skoro już mnie niektórzy podejrzewają o aureolki nad głową ;) to już jest bardzo niedobrze. Czas nareszcie "zrobić dobrze" sobie samemu. W końcu mam oczy, patrzę dookoła i widzę, że nie wychodzi się na tym wcale najgorzej, wręcz przeciwnie :)
V.
-
2006/03/28 13:01:13
Vincent, czy ktoś kiedyś na ciebie jakieś klątwy rzucał może? …. Bo to mi wygląda jak „obyś cudze dzieci uczył” ;))) Mam jednak ze względu na Ciebie nadzieję, że Justysia wyjdzie na ludzi stosunkowo szybko i bez Twojego wielkiego wkładu pracy )) Ja bym się nie podjęła za żadne skarby… ale Ty jesteś odważny mężczyzna i wziąłeś na klatę ten temat jak widzę ;))
Pozdrawiam serdecznie
Jo
-
2006/03/28 13:05:35
JO - jak tak dalej pójdzie, moja wątła klata niedługo pęknie z trzaskiem :) A klątwy...? Tak, zaczynam mocno się nad tym zastanawiać, to jakieś silne "coś" musiało być, może jeszcze w poprzednim życiu...
Pozdrawiam również :)
Vincent
-
Gość: wilkocica, p5090A78C.dip0.t-ipconnect.de
2006/03/28 13:26:36
Eh, dobrze ma Justysia. W niektorych fazach zyciowych chyba kazdy wdzieczny byl by za takiego Vincenta, ktory zmusilby do MYSLENIA... Ale ni ma tak dobrze, najwidoczniej Vincenci tuzinami po swiecie nie chodza...
-
2006/03/28 14:31:09
A no nie. Chodzi tylko jeden, a czasem mam wrażenie, że i to za dużo...
V.
-
2006/03/28 19:49:24
tak sobie myślę, że podobne do Twoich męki przechodził mój wujek gdy pomagał mi w zadaniach z fizyki :D
-
Gość: , abvz69.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/03/28 20:07:23
No to sobie wyobraź klasę, w której takich Justynek jest kilka, jak nie kilkanaście - totalnie opadnięte łapki, nóżki i cała reszta. Dziś miałam zajęcia odkrywcze (odkrywcze dla mnie i dla klasy - ale z zupełnie innych powodów). Otóż dowiedziałam się, że autorem dzieła - słynnego, wielkiego, zachwycającego, znajdującego się w krakowskim Kościele Mariackim jest.....Witos (nie umiały mi Justysie odpowiedzieć czy Wincenty, czy tez nie;) ). w drugiej wersji był: "Witastwosz" - bliżej, ale to nadal nie to. Pominę drobny fakt, że dziełem tym, według nich, jest witraż (mimo oglądanej przez cały czas ilustracji w podręczniku). No nic. Można i tak. Obraz przedstawiający "Dziesięcioro przykazań" znajdujący się w Kościele Mariackim w Gdańsku - znajduje się ....wg nich w Rzymie, no, może ewentualnie w Galilei.
I kolejne odkrycie: na ilustracji drzwi - najsłynniejsze w Polsce, ale Justysie twierdzą, że są one słynne dlatego, że tam jest taka klamka do pukania. (podpierałam się, by nie upaść - nadmiar odkryć na miarę Kolumba był zbyt wielki, jak na jeden raz). Poza tym, kiedy ustaliliśmy już, że jest tam przedstawiony żywot św. Wojciecha, to pojawił się problem, gdzie mozna je obejrzeć. Propozycji było kilka: na początek Czechy i Praga, potem Rzym, no może Kraków. Na Gniezno nie wpadł nikt. O katedrze i drzwiach gnieźnieńskich nie słyszała żadna 15-letnia Justysia ani Justyś. Boszeeeeeeee, czy my żyjemy w jaskiniach i nie mamy dostępu do wiedzy, mediów...?;)Ale nic to, jak mawiano w Trylogii - silne kobiety jutro znów pójdą uczyć Justysie i Justysiów i jak co dzień będą odkrywać nieznane fakty w świecie kultury, literatury i historii... Obyś cudze dzieci..
Pozdrawiam
A. -siłaczka Staśka B.
-
2006/03/28 20:51:53
Hmmm... To prawda, Justysia potrafi doprowadzić do szału. Natomiast jeśli chodzi o historię sztuki: zwraca się na nią uwagę od stosunkowo niedługiego czasu. Niestety, w szkole za moich czasów też traktowano tę dziedzinę po macoszemu, pojawiała się częściej przy okazji lekcji historii. Cieszyłbym się jednak na Twoim miejscu, że przy okazji Drzwi Gnieźnieńskich dzieci kombinują z Pragą, z Czechami, względnie z Rzymem, a nie z Majorką, albo Nowym Jorkiem. Zawszeć to jakiś postęp i wskazuje jednak na jako - taką logikę. Dobrze, że w ogóle kombinują, a nie siedzą, jak cielaki.
Pozdrawiam również
Vincent
-
2006/03/28 21:03:14
PS. Nie miałem pojęcia, że w Bazylice Mariackiej w Gdańsku jest obraz, o którym piszesz, mimo, że znam historię zarówno zegara astronomicznego, który się tam znajduje, a także złotych figur apostołów, które tam były, a których nie ma tam już od czasów, o ile się nie mylę, króla Jana Kazimierza, podobnie, jak poznałem niegdyś dzieje różnych innych rzeczy, które się tam znajdują, jak choćby ambony, organów, znam epitafium rodziny Schachmanów, czy edwarda Blemke, "Ecce Homo", czy tryptyk "Sąd ostateczny" - a o przykazaniach nie wiedziałem, więc może z tymi dziećmi nie jest aż tak najgorzej... Albo ze mną jest tak źle... Chyba jutro się tam kopnę :-)
V.
-
2006/03/29 00:16:16
brawo za cierpliwość, to trudna rzecz nie pójść na skróty i nie "pomóc" za bardzo:)...czyli powstrzymać się od skrócenie mąk Justysi - czy to za pomocą przemocy czy napisania jej wypracowania;)